| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
...Jeśli zwątpisz choć jeden raz. To choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę. Powrotów nie będzie. ... HEY
RSS
piątek, 23 grudnia 2016
Historia pewnej podróży - stacja: "Bo ciągle wierzę"

Byłam dziś w mieszkaniu sama z Miko, gdy koło 19:00 zadzwonił ktoś do drzwi. Gdy je otworzyłam przede mną stał starszy mężczyzna, który właściwie nie miał zębów, mówił bardzo niewyraźnie i wszystko wskazywało, że jest chory lub lekko opóźniony w rozwoju. Zaczął mówić, że sprzedaje cegiełki na chorych na stwardnienie rozsiane. Że prosi o pomoc, że jeśli to nie problem to "cegiełka" kosztuje tylko 4 złote. Wiedziałam, że nie jest z żadnej fundacji, że nie zbiera na chorych, a pieniądze które mu dam weźmie dla siebie. Szczęśliwym zrządzeniem losu miałam jakaś gotówkę, co u mnie nie zdarza się często. Mężczyzna wyciągnął zza pleców stary i zniszczony segregator w którym miał "cegiełki" - czyli najprostsze kartki świąteczne, które można kupić na  poczcie za kilkadziesiąt groszy. "Bo to jest potwierdzenie i ja później jestem z tego rozliczany".

"Pani jest sportsmenką?" - zapytał, gdy zobaczył moje zdjęcie z maratonu przyklejone do drzwi szafki za moimi plecami. "Tak, biegam trochę". "O a ja myślałem, że dźwiga Pani ciężary". Złożył mi życzenia świąteczne, życzył sukcesów w sporcie i odszedł.

Nie chcę myśleć, czy dla niego byłam kolejną naiwną osobą, która nabrała się na cegiełki. Chcę wierzyć, że te kilka złotych dla niego będzie czymś ważnym, że starczy mu na chleb. I niezmiennie wierzę, że dobro powraca. Że to co się da, kiedyś w najbardziej potrzebnym momencie wróci.

Ostatnimi czasy coraz częściej łapię się na tym, że doceniam fakt comiesięcznych przelewów, które dają nam taki komfort. I może tym bardziej czuję się "w obowiązku" (choć to fatalny wyraz) podzielić się tymi przelewami. I nie chodzi o to, że są święta i człowiekowi jakoś tak łatwiej pomagać. Po prostu nie chcę traci z oczu tego co najważniejsze - wdzięczności za to co mam.

I nie ważne czy dotyczy to dotyczy mężczyzny, który stoi w metrze i wygrzebanych w biegu drobnych monet z kieszeni, czy dziecka, przy którym nie miałam odwagi kliknąć play na filmie. https://www.siepomaga.pl/kordian
Sam opis  jego choroby sprawił, że łzy mi płynęły. Bałam się, że jak zobaczę ten film to nie będę mogła sobie poradzić z tym widokiem. Z tą bezsilnością.

Tak samo jest z bieganiem - czasami na zawodach spotykam kibicujących ludzi na wózkach, o kulach, z jakaś niepełnosprawnością ruchową. I wtedy w głowie mam - "Jesteś cholerną szczęściarą. Bo oto kiedyś sobie pomyślałaś - chcę przebiec maraton. I po prostu to zrobiłaś. A nie wszyscy mają taką możliwość."

 

niedziela, 18 grudnia 2016
Historia pewnej podróży - stacja "Dzień z nim"

Lubię takie dni, choć nie jest wiele, które spędzam tylko z Mikołajem. Dziś zabrałam go na pieczenie pierników, później na spokojny spacer i całkowicie przypadkową wizytę u fryzjera.Później wspólne oglądanie bajek i obiad z dostawą do domu, bo... nie chciało mi się gotować. Kąpiel, klocki lego, odtwarzanie w nieskończoność "Przybieżeli do Betlejem Pasterze" - bo w poniedziałek przedstawienie w przedszkolu. To choć trochę pozwala zwolnić, pomyśleć, skoncentrować się na tym co ważne. 


00:44, od_jutra_ideal
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 grudnia 2016
Historia pewnej podróży - stacja "Come back"

A gdyby tutaj wrócić? Ktoś tu jeszcze zagląda?


22:44, od_jutra_ideal
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 kwietnia 2016
Historia pewnej podróży - stacja "Nie spoczniemy"

Przetrwaliśmy. Nie wiem jak, ale wyszliśmy z tego cało. Pewnie wszystko się nałożyło, pewnie pomogły trochę rozmowy. Ewidentnie tymczasowe mieszkanie w 15 metrowym pokoju gościnnym w zakonie podczas remontu nam nie służyło. Nie było jak złapać swojej przestrzeni. A do tego remont, który oczywiście pochłonął więcej niż było w planach. 

No ale wyszliśmy z tego kryzysu. Jest lepiej. Stabilniej. Z mniejszymi wątpliwościami. Ciągniemy lub pchamy ten wózek z napisem "nasza rodzina".

Przez te kilka miesięcy ciszy dużo działo się zawodowo. Skończyłam największy projekt mojego życia pracowego. I skończyłam go z wielkimi brawami od zarządu, publicznymi podziękowaniami i wielką, wielką dumą. 2,5 roku pracy w tej firmie dało mi więcej niż 6 lat w poprzedniej. 


23:49, od_jutra_ideal
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 listopada 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Na zakręcie"

Podobno najgorzej jest jak jest letnio. Nie gorąco, płomiennie i namiętnie, z zrzucaniem talerzami i godzeniem się na podłodze w kuchni. Ani nie zimno, gdy każdy idzie w inną stronę, a na stole zostaje kubek z niedopitą herbatą i umowa kredytu hipotecznego. Tylko letnio - gdy ludzie są niby ze sobą, a jednak obok siebie. Gdy nie ma czasu, a może już nie ma chęci rozmawiać o czymś więcej niż domu i dziecku. Gdy zwyczajnie kocha się tę drugą osobę, ale się jej nie lubi. Wtedy człowiek boi się, że tak już będzie zawsze, że już lepszego go w życiu nie spotka. I przychodzą różne myśli do głowy. Nawet takie, na które nigdy nie będzie mieć wystarczająco dużo odwagi jak rozwód. 

Czy kocha Miko?- nie ma wątpliwości, widać to na każdym kroku. Czy mnie kocha? - pewnie tak. Czy mnie lubi jako człowieka - nie wiem, zaczynam wierzyć, że nie. Czy pragnie? - tak, ale pragnie sexu, ciała. A ja chciałabym, żeby podszedł, przytulił mnie, całując w szyje wyszeptał "uwielbiam jak pachniesz". Gdy wraca do domu, po kolejnym ciężkim dniu, chciałabym bez słów zobaczyć w jego oczach "dobrze, że jesteś".

Jesteśmy razem 16 lat. 7 lat po ślubie. A ja mam w głowie - czy tak wygląda szczęście?

Boję się, że to nie tak. Boję się, że nic dobrego mnie już nie spotka. Boje się, że zapadam się. Boje się, że mam 33 lata a nie wiem czy jestem w dobrym miejscu, czy chcę tutaj być. Boję się tych myśli, że gdyby nie Miko to odeszłabym. 

 

piątek, 13 listopada 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Jestem na głodzie"

Czuję niesamowity głód bliskości. Takiej prawdziwej. Takiego przytulenia, gdy przez kilka sekund świat się nie liczy. A ta druga osoba szepcze: "lubię Twój zapach". I w żaden sposób nie probuje Cię tym tekstem zaciągnąć do łóżka. 

 

środa, 11 listopada 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Chcę przegrać ten zakład".

To już prawie pół roku jak nie biegam. Od Biegu Truskawki w ostatni dzień maja. Ciężki to dla mnie czas. Chodzenia pomiędzy lekarzami, utraty wiary, powrotu wiary, gdy myślałam, że znalazłam dobrego lekarza. Zastrzyki, leki, pieniądze które wypływały z kieszeni setkami i wiara, że "za dwa tygodnie stanie Pani na nogi". Minął cały biegowy sezon. Bieg Powstania Warszawskiego, Maraton, Biegnij Warszawo i dzisiejszy Bieg Niepodległości. Już nie wiem co odpowiadać i czy chce odpowiadać na pytanie "JakNoga?". A jak noga właściwie nie wiem. Ciągle coś mnie w niej strzyka, a może to głowa panikuje? Może sama wywołuje ten ból, wyolbrzymiając każde, najmniejsze "coś nie tak"? Nie próbowałam biegać. Jeździłam na rowerze i ... o dziwo kolano znosiło to bardzo dobrze. Nic nie bolało i w ogóle miałam wrażenie, że jest lepiej niż jak nic nie robię. Może teraz boli z braku aktywności? Może coś powinnam robić innego na początek co odciąży stawy, (BTW pewnie z 10 kg mniej byłoby mega potrzebne). 

Dziś pierwszy raz od maja byłam na biegu. Tym razem po drugiej stronie barykady. Przez 2h biłam brawo zawodnikom z Biegu Niepodległości - od pierwszego, po ostatniego. Ręce mi odpadały, ale wiem, jak to pomaga. Szczególnie tym wolniejszym, którzy walczą ze sobą. Zanim poczułam "klimat kibicowania", zwyczajnie popłakałam się. Że to nie ja jestem tam na starcie, że to nie ja przebieram nogami, że to nie ja patrzę na zegarek i upływający czas i kilometry. 

Pojawiłam się na zawodach z mega poważnego powodu. Założyłam się i bardzo ten zakład chciałam przegrać. Marcin - z bloga Don't stop me now - człowiek, któremu zawdzięczam wszystko co biegowe, postanowił dokonać czegoś nie z tej ziemi. Układ był prosty - on przebiega te 10 km w czasie poniżej 40 min (!!!!), a ja piekę mu słoik home made ciastek i... co ważniejsze, wpłacam 40 zł na leczenie małej Hani. Oprócz mnie zebrało się jeszcze innych kilku wariatów i łącznie w puli było ok. 800 pln. Nie mogłam się więc nie pojawić. Ba! Nawet baner dopingujący poczyniłam. 


#OZD - Ogień z Dupy :) 

Chłopak starał się jak mógł, walczył, dał z siebie milion procent. Niestety zabrakło 43 sekund. Nie ten dzień, wiatr w twarz... No więc kara będzie - Kargol ciastek nie dostanie. Ma spiąć pośladki i 6 grudnia rozwalić te 40 min. Wtedy ciastki będą. Ale najlepsze jest to, że ludzie którzy zadeklarowali pomoc, kasę wpłacają. Bo dobro powraca, bo trzeba widzieć więcej. Wpłacam i ja. I z chęcią znowu z grudniu się założę i z chęcią znowu pójdę kibicować, żeby ten zakład przegrać.

niedziela, 08 listopada 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Nie jest różowo"

Są takie dni, że zastanawiam czy większą mam chęć go zabić czy się z nim rozwieść. 

 

Fuck

08:45, od_jutra_ideal
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Korepetytorka"

Ha! Znalazłam korepetytorkę od Business English. Mega plus jest taki, że 5 min od pracy więc, tak naprawdę mogłabym jeździć przed pracą i ogarniać zajęcia. To zdecydowanie lepsze niż po pracy, bo wtedy zawsze jest ryzyko, że Kolega Małżonek nie będzie mógł odebrać Miko i wtedy będę musiała odwołać zajęcia i biec do przedszkola. 

Cholera przebiegłam dwa razy maraton - nie może się nie udać. Przecież nie jestem kosmitą, który nie przyswoi języka, którym włada 3/4 społeczeństwa. 

niedziela, 25 października 2015
Historia pewnej podróży - stacja "Kompleks"

Dotarłam do ściany w pracy. Dotarłam do ściany, gdy język zaczął mnie ograniczać. Przeszliśmy na angielski i ja jestem gdzieś w tym wszystkim. Niby rozumiem wszystko, ale jednak z mówieniem mam mega problem, Szczególnie takim oficjalnym, takim biznesowym. I choć awansuje, świetnie radzę sobie w projektach i przeskakuję oczka stanowisk przed czasem, to jednak wiem, że dalej jeśli chcę coś osiągnąć, to muszę podszkolić angielski. 

Cholerny mam z tym kompleks. A z drugiej strony nie wiem, jak ruszyć do przodu. Awanse dały też większe kwoty na konto i wiem, że muszę teraz zainwestować w ten angielski. 

I marzę sobie jak za pół roku, rok mówię biegle i nie rozmawiam po angielsku tylko po winie. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 166