Zakładki:
Tych ludzi "poznaje" przez blogi
|
...Jeśli zwątpisz choć jeden raz. To choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę. Powrotów nie będzie. ... HEY
środa, 16 maja 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Nadal"
Nadal w ciąży. Młody najwidoczniej nie ma ochoty jeszcze pojawić się na tym świecie. A ja? Mi jedyny wyraz jaki ciśnie się na usta to: WYCZERPANA. Ciężko mi, puchnę i są chwile, że naprawdę aż płakać mi się chce. Z ludzkiego, zwykłego zmęczenia organizmu. W nocy jak nie bolą nogi, to kręgosłup. Dobrą rzeczą jest to, że w naszej klatce, piętro niżej mieszka dziewczyna w moim wieku z 2-3 letnim smykiem. Sama go wychowuje. Jest niezwykle otwarta i przyjacielska. I czuję, że będziemy sobie pomagać i kolegować się. Ostatnio pod drzwiami znalazłam książkę o Kubusiu Puchatku - taką do uzupełniania o maluchu. Ja dziś powędrowałam do niej ze świeżo pieczonymi bułeczkami. Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że ona mieszka tam. Że będzie z kim kawę wypić i będzie miał kto z młodym zostać, gdy w zimę zabraknie mąki i trzeba będzie skoczyć na dół. No nic. Czekamy nadal na Mikołaja.
czwartek, 10 maja 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Kulinarnie"
Wkręciłam się bardzo w różnego rodzaju wypieki i gotowanie. Jednak kluczowym narzędziem jest dobra kuchnia. I chociaż ta która jest obecnie nie jest jakiś gigantycznych wymiarów (ok. 7 m2) to jednak jest zrobiona tak jak chciałam. Przede wszystkim ma długi, ponad 2 metrowy blat roboczy, gdzie człowiek może spokojnie wszystko sobie ustawić. Poza tym chyba jestem "zmęczona" tymi samymi smakami. W związku z tym na jutro planuje zupę szczawiową i placek drożdżowy z rabarbarem i jabłkami z kruszonką o lekkiej nucie cynamonu :) Ot ! Zaszaleje! Przyznaje, że większość przepisów i inspiracji czerpię z jednego bloga, a właściwie dwóch tej samej autorki. Bardzo mi się podoba jej podejście do smaków, do pieczenia, do życia. A ponieważ mieszka w Warszawie i czasami opisuje różne ciekawe kawiarniane miejsca - zdarza mi się podążać jej śladami. A poza tym totalnie zauroczyłam się w robieniu zakupów na bazarze. W związku z tym, że znalazłam na Halach Banacha młynarza, u którego kupuję mąkę, to właśnie tam najczęściej jeżdżę po warzywa. A tych coraz więcej. I znów dziś Kolega Małżonek był jak dzielny Szerpa i pakował, płacił :) i dźwigał wszystko co ja wskazywałam. Tylko na truskawki nie dał się przekonać - bo że pryskane i mocne alergeny. Tak czy inaczej - lodówka zapełniła się warzywno - owocowymi pysznościami a szafka 5 kg przeróżnej mąki. :) Na niedzielę planuję zrobić coś ze szparagów... poczytałam trochę w necie o nich i nie wydają się trudne w obróbce. A mam na nie ochotę już od dłuższego czasu. Mocno myślałam o tym, aby spróbować przebiec maraton za rok. Żeby zacząć się do niego przygotowywać, jak tylko lekarz pozwoli czyli pewnie po wakacjach. Dziś usłyszałam, że to raczej niewykonalne, że fizycznie nie dam rady w rok, że za dwa lata tak. I jakoś tak część wiary i zapału znikło. Jeszcze coś tam się tli, ale mimo to...eh. Muszę to dokładnie przemyśleć. Czytam dwie książki równocześnie... dwie właśnie o wysiłku, o pasji, o pokonywaniu siebie:
poniedziałek, 07 maja 2012
Historia pewnej podróży - stacja "37 tydzień"
Oczywiście nie udało się, tak jak zaplanowałam, nie spotkać się z francuskimi pieskami. Ale byli wylewni... ;) zero uśmiechu i bardzo zbywalne pytanie: "How are you?" To żeśmy sobie pogadali hehe. Jak oni mnie tak ja ich olałam. Porozmawiałam z ludźmi, bo ich rzeczywiście mi brakowało, pośmiałam się z ulubionym działem informatyków. Choć były też słabe wiadomości - mniej pracy, zwolnili 40 osób, (z 300 które były, gdy odchodziłam na zwolnienie). Ciekawe czy będzie do czego wracać. Tyle dobrego, że po macierzyńskim nie mogą mnie zwolnić. Ale ja bardzo bardzo chciałabym sama odejść do czegoś bliżej, do czegoś normalniejszego. Uwierzycie, że dziś rozpoczęłam 37 tydzień??!!! Byłam dziś na ostatnim USG. Robak waży 3154 i tak naprawdę może wyjść w każdej chwili. A ja gdzieś pod skóra czuję, że to będzie już całkiem niedługo. Zaś różnica temperatury na zewnątrz (w sobotę 30 stopni, dziś 6 stopni) sprawia, że głowa mi pęka. Miko, przywitaj się :)
wtorek, 01 maja 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Upały"
Upały mnie zabijają. Niedługo przestanę widzieć, gdzie łączą mi się palce ze stopą. Nogi mam jak słoń. Opuchnięte, aż bolą. Pocieszam się, że to końcówka. Bo zwyczajnie fizycznie jestem zmęczona, a organizm zaczyna się mocno buntować z powodu kilogramów, które musi nosić. Na jutro zaplanowana została wizyta. I to nie byle jaka :) Pierwszy raz od 3 miesięcy planuję pojawić się w firmie. Pod pretekstem dostarczenia zwolnienia i odebrania innego dokumentu, a tak naprawdę to chcę się zobaczyć z ludźmi. Muszę tylko wycelować tak, żeby moich francuskich piesków nie było. Podobno zwyczaj 3-godzinnych lunchów jest celebrowany więc może się uda. Są ostatnimi osobami jakie mam ochotę widzieć. Żeby nie iść z pustymi rękoma właśnie w piekarniku powstają maślane bułeczki z marmoladą. Ot na osłodę dla tych co pracować muszą ;) Ostatnio koleżanka zapytała mnie czy boję się porodu. Jestem chyba dość mocno zmęczona tą swoją niezdarnością i stanem fizycznym polegającym na dźwiganiu dodatkowych kilogramów, że jakaś część mnie chciałaby mieć to już za sobą. Jest też we mnie dziwny spokój jeśli chodzi o Kolegę Małżonka. Mam w sobie pewność, że on sprawdzi się w tym szpitalu, że będzie panował nad wszystkim i nie da mi zrobić krzywdy. Że będę mogła skupić się tylko na tym co do mnie należy, a nie próbować "kontrolować" wszystkiego. To niesamowicie dla mnie ważne.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Ankieta"
Z lekkim opóźnieniem ;), ale jest. Ankieta do magisterki. Szybkie pytania więc myślę, że nie powinna zająć dużo czasu. Bardzo proszę o pomoc i może uda się, żeby niedługo Robak miał matkę magisterkę ;). Skierowana jest do osób piszących obecnie lub kiedyś bloga, więc jeśli mogę Was prosić o przesłanie do blogowych znajomych - będę niezwykle wdzięczna :) Link do ankiety: http://www.ankiety-online.pl/survey.php?id=SurveyPage&survey=a99f992a6e42f3&page=0
piątek, 27 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Wycieczka po W-wie"
Wypuściłam się wczoraj pozałatwiać kilka spraw. Kupiłam sobie bilet dobowy więc przesiadałam się z tramwaju do metra, autobusu itp. Przypomniało mi się, czemu czasami lubię jeździć komunikacją miejską - ludzkie rozmowy są czasami niesamowite. Kilka wniosków z wczorajszej wyprawy. - Na przystanku pełnym emerytów (np. niedaleko szpitala MSWiA) nie ma się totalnie szans, żeby usiąść czy wejść do autobusu i usiąść. Bez względu na to w którym się miesiącu ciąży i jak duży brzuch toczy się przed sobą. I te zacięte miny starszych Pani, które zdają się mówić: "to miejsce mi się bardziej należy niż Tobie". - Sytuacja, która mnie trochę rozbawiła, trochę spowodowała dreszcz. Usiadłam na zasłużony deser w jakiejś kafejce. Stoliki stały przed lokalem, na chodniku. Obok siedziała matka z 2 córkami i jadły lody. Jednej z tych dziewczynek cała gałka loda spadła na ziemię. Gestykulowała coś mocno i był taki finał. No i co mama na to?? A mama na to patyczkiem zebrała loda i położyła dziewczynce na wafelku. Ja nie jestem na sterylnym wychowaniem, ale moja wyobraźnia za wiele mi podpowiedziała co wcześniej było na tym chodniku... brrr aż mną wstrząsnęło. - No i przezabawna rozmowa dwóch chłopaków w tramwaju. Ciężko ją przytoczyć w całości, ale zaczęła się mniej więcej tak: "Powinni częściej te tramwaje puszczać, tyle ludzi w środku. Choć wiesz to ma też dobre strony - robi się ciepło, kobitkom w tramwajach będzie gorąco, będą się jeszcze bardziej rozpinać..." Później było już tylko zabawniej.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Czekanie"
Młody coraz bardziej rozrabia, a ja mam coraz mniej sił. Dodatkowe kilogramy męczą. Najbardziej kręgosłup. Ale nawet przez te kilogramy czuję, że młody wyjdzie na świat trochę wcześniej. Powoli zaczynam to odczuwać. Więc czekam na znaki i czekam na paczki z wyposażeniem dla małego. Postanowienie na jutro - wrzucić ankietę z magisterki.
środa, 18 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Nie-Ideał"
Próbuje obniżyć sobie poprzeczkę. Bo widzę sama po sobie, że jeśli tak dalej będzie to zeświruje. Szczególnie jak pojawi się Robak i dojdzie dodatkowe zmęczenie. Sama muszę sobie wytłumaczyć, że nie muszę być "perfekcyjną Panią Domu, żoną i matką". Że mogę położyć się, jak jestem zmeczona - nawet jeśli przydałoby się odkurzyć, wstawić zmywarkę itp. Nawet dziś się wściekałam, bo nie mogłam posprzątać po trwającym remoncie w domu. Bo przecież nie przesunę sama szafy czy biurka. I czekałam z tym wszystkim na Kolegę Małżonka. A w głowie, że tracę czas i że niby coś tam robie, ale nie widać tego w mieszkaniu. Do tego męczę się szybko i wszystko robię zdecydowanie wolniej co mnie naturalnie wkurza. Muszę wbić sobie do głowy, że podział obowiązków i nie dążenie do "ideału" to jedyna szansa, żeby ogarnąć życie we troje. Zaczynam gromadzić niezbędne rzeczy dla Robaczka. Motywem przewodnim kącika dla niego będzie Żyrafa :) na łóżeczku będzie namalowana a dziś zamówiłam pościel też z tym motywem.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Małe szczęścia"
W chwili obecnej, w obecnym stanie i kilogramach, które dźwigam, marzą mi się 3 rzeczy: 1. choć jedna noc, gdy będę mogła spać na brzuchu. 2. aby ruszać się szybciej, mniej męcząco, mniej jak mały słonik, żeby wstanie z łóżka nie było takim wysiłkiem, a obrót z jednego boku na drugi nie zajmował 30 sekund. 3. sex w którym też będę stroną aktywną. ;) (bezpośrednio powiązane z punktem 2)
czwartek, 05 kwietnia 2012
Historia pewnej podróży - stacja "Humorki"
Prawie przez całą ciążę nie miałam wahań nastrojów i humorków, więc teraz pod koniec 32 tygodnia mogę tak? Mogę i już! Bo marudna i zmienna się stałam z prostego powodu... ciężko mi już z tym brzuchem. Dziś go zmierzyłam -114 cm! I proszę mnie dobrze zrozumieć - nadal jestem przeszcześliwa z powodu Robaczka, ale fizycznie jest mi już ciężko. Do tego człowiek chciałby poczuć się jak kobieta - atrakcyjna i w ogóle, a nie tylko "ciężarówka" albo "przyszła matka". A przyznam szczerze, że niektóre komentarze mnie rozpieprzają. Ostatnio byłam u kosmetyczki i słyszę standardowe pytanie: "Który miesiąc?", "Ósmy"- odpowiadam zgodnie z prawdą. "Ósmy?? Dopiero? A taki duży brzuch ma Pani! Wprawdzie ja nie mam dzieci, ale ten Pani brzuch to taki ogromny".... No nie po prostu relaks szlag trafił. Mogłam powiedzieć, że mam pięcioraczki w środku. heheh Pewnie jej mina byłaby bezcenna. Oprócz lekkiego poczucia zmniejszenia atrakcyjności mam typowo książkowy syndrom "wicia gniazda". Co kolega małżonek jeszcze dzielniej znosi niż wahania humorów. Jestem na wykańczaniu kuchni w postaci fototapety za pleksą na ścianie, zaprojektowałam szafę wnękową, żeby stolarz mógł ją wycenić i napisałam do firmy, która się zajmuje wymianą drzwi wewnętrznych o kosztorys. Na przyszły weekend poświąteczny zaplanowałam malowanie pokoju... myślę o dwóch ścianach kremowych a dwóch zielonych. Precyzując - oczywiście tapetę drukować będzie kolega małżonek w pracy i przykręcać pleksę itp. Szafę musiał lekko poprawić, bo jakoś nie zorientowałam się, że drążek na wieszaki umieściłam na wysokości prawie 2,2 m :). Malowanie - no oczywiście ja będę zarządzać zasobami ludzkimi i załatwię mu pomocnika. No i małym pędzelkiem mogę coś tam wykańczać. Drzwi - wymiana planowana na jesień - niech się cieszy :) Jutro USG - stawiam że 2 kg szczęścia już jest w brzuchu.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||